Podejrzenie znęcania się nad zwierzętami, informacja o ponad 50 kotach hodowanych w 44-metrowym mieszkaniu na trzecim piętrze jednego z budynków komunalnych stały się podstawą zgłoszenia i uruchomiły natychmiastowe działania służb. Sprawa od początku budziła skrajne emocje, bo skala była duża, a w grę wchodziło zdrowie zwierząt, tym bardziej że w tle są głośne wydarzenia z Bytomia i Sobolewa. Ostatecznie jednak ani policja, ani lekarz weterynarii nie stwierdzili znęcania się nad zwierzętami ani podstaw do ich odebrania.
Po otrzymaniu zgłoszenia policjanci ruszyli z działaniami w trybie art. 308 Kodeksu postępowania karnego. Ten przepis pozwala policji działać jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania, gdy sytuacja nie może czekać. Celem było szybkie sprawdzenie informacji, zabezpieczenie ewentualnych dowodów i ustalenie, czy doszło do przestępstwa.
Funkcjonariusze nie prowadzili postępowania karnego sensu stricto. Wykonali czynności sprawdzające, dokładnie w takim zakresie, na jaki pozwala art. 308 kpk, żeby ocenić, czy zwierzętom grozi realne niebezpieczeństwo.
Udali się pod wskazany adres wspólnie z powiatowym lekarzem weterynarii. To jego ocena miała podstawowe znaczenie dla dalszych decyzji. Lekarz zbadał wszystkie zwierzęta.
Podczas kontroli lekarz weterynarii dokładnie sprawdził stan zwierząt i nie stwierdził, żeby koty były zaniedbane albo żeby ktoś się nad nimi znęcał. Zwierzęta były w dobrej kondycji, zadbane i zdrowe, dlatego służby nie miały podstaw do ich interwencyjnego odebrania. W takiej sytuacji policja mogła działać tylko w ramach art. 308 Kodeksu postępowania karnego, czyli przepisu, który pozwala funkcjonariuszom szybko sprawdzić zgłoszenie, gdy pojawia się podejrzenie przestępstwa, ale nie ma jeszcze formalnego postępowania. Ponieważ kontrola i opinia lekarza weterynarii nie potwierdziły zarzutów, policja zakończyła czynności i nie wszczęła sprawy karnej - informuje aspirant Anna Tersa, oficer prasowy legnickiej policji.
Głos w sprawie zabrała Katarzyna Odrowska, radna Rady Miejskiej Legnicy. Jak podkreśla, sprawa pokazuje luki w systemie ochrony zwierząt i nie może zostać zamknięta na etapie jednej kontroli. Zapowiada, że wystąpi o protokoły i dokumenty z kontroli inspektoratu weterynaryjnego, bo ma wobec nich zastrzeżenia.
Cała historia niestety pokazuje niedostatki systemu ochrony zwierząt. W tle jest też prawdopodobna pseudo hodowla i interes w dręczeniu zwierząt oraz bardzo duże emocje z tym związane. Z całą pewnością jako radna nie zostawię tematu i zrobię wszystko by nie doszło w Legnicy do sytuacji jak ostatnio nagłośnionie przykłady patologii z Sobolewa czy Bytomia, gdzie dramat zwierząt odbywał się przy parasolu ochronnym instytucji publicznych: samorządów, inspektoratu weterynaryjnego czy policji. Wystąpię o protokoły i dokumenty z kontroli Inspektoratu, bo mam wobec niej zastrzeżenia. Dołożę wszelkich starań by nie zamieść sprawy pod dywan, nie ma też przyzwolenia na nielegalne hodowle zwierząt w mieszkaniach należących do miasta, kosztem zwierząt i sąsiadów. Nie rozumiem czemu nie zostali wpuszczeni obecni na miejscu inspektorzy TOZu, którzy mieli zabezpieczone miejsca oraz opiekę dla 55 kotów. Taka liczba zwierząt padła od osoby, która została wpuszczona do mieszkania. Będę monitorować temat, bo wokół tej prawdopodobnej i nielegalnej hodowli w ostatnich dniach nastąpiły niezrozumiałe i dziwne zmiany podejścia, wycofania zeznań, zmieniała się też liczba zwierząt. W razie potrzeby w trosce o interes zwierząt i majątku miasta będę podejmować kolejne kroki prawne. Nie jest normalne rozmnażanie wsobne 55 kotów na 40.m komunalnego mieszkania. To mój komentarz jako osoby, która podniosła oficjalnie ten temat jako jedyna, wszystko co stało się potem jest reakcją. Mnóstwo ludzi wiedziało a dramat zwierząt trwał i niestety trwa – komentuje Katarzyna Odrowska, radna Rady Miejskiej Legnicy.
Na tym etapie sprawa dla policji się zakończyła. Funkcjonariusze sprawdzili zgłoszenie w trybie pilnym, bo na to pozwala art. 308 Kodeksu postępowania karnego, czyli przepis używany wtedy, gdy trzeba szybko ustalić, czy doszło do przestępstwa. Ponieważ lekarz weterynarii nie stwierdził znęcania się nad zwierzętami, policja nie miała podstaw do wszczynania postępowania karnego ani do dalszych działań.
Jednocześnie 44-metrowe mieszkanie, kilkadziesiąt kotów perskich i uciążliwości odczuwalne w całym budynku wywołały pytania o granice dopuszczalnej opieki nad zwierzętami, skuteczność kontroli oraz odpowiedzialność instytucji publicznych. To pytania, które w Legnicy z pewnością jeszcze wrócą za sprawą Katarztny Odrowskiej.
Eghjk10:14, 07.02.2026
Musiało śmierdzieć i nikt nie reagował?
Chore10:30, 07.02.2026
na łeb kociorze
Wzruszonym Jestem10:37, 07.02.2026
Tylko zwróć uwagę Lilla, że Odorowska bardziej martwi się o "dramat kotów", które miały jak widać wspaniałe, rajskie życie niż dramat sąsiadów tej pani. Takie lewackie skrzywienie "cztery nogi dobrze, dwie nogi źle".
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Lekarz weterynarii nie widział niczego złego
Tylko zwróć uwagę Lilla, że Odorowska bardziej martwi się o "dramat kotów", które miały jak widać wspaniałe, rajskie życie niż dramat sąsiadów tej pani. Takie lewackie skrzywienie "cztery nogi dobrze, dwie nogi źle".
Wzruszonym Jestem
10:37, 2026-02-07
Lekarz weterynarii nie widział niczego złego
na łeb kociorze
Chore
10:30, 2026-02-07
Lekarz weterynarii nie widział niczego złego
Musiało śmierdzieć i nikt nie reagował?
Eghjk
10:14, 2026-02-07
Gmina Legnickie Pole zbiera deklaracje ws. azbestu
Bo jesteś dziadem i biedakiem.
Do "nie kup
09:26, 2026-02-07