
Podczas rozprawy sędzia Sylwia Kolasa-Barczyńska wielokrotnie zachęcała strony do mediacji i porozumienia. Sędzia podkreślała, że droga została wybudowana, mieszkańcy już z niej korzystają, a dalszy proces może potrwać jeszcze nawet dwa lata. Wprost padły też informacje o możliwych kosztach opinii biegłych, które mogą sięgnąć nawet 100 tys. zł.
Sąd wskazywał również, że najważniejsze będzie ustalenie, czy problemy, które pojawiały się podczas budowy, można było wykryć wcześniej i czy rzeczywiście uzasadniały tak duże opóźnienia inwestycji.

Mocne słowa podczas rozprawy padły ze strony prezydenta Macieja Kupaja, który bardzo ostro ocenił działania wykonawcy.
Miasto umówiło się z wykonawcą na realizację inwestycji w 22 miesiące za 89 milionów złotych. Realnie mówimy dziś o inwestycji, która trwała 36 miesięcy i kosztowała około 105 milionów złotych plus kolejne roszczenia wykonawcy. Uważam, że firma Kobylarnia razem z Mirbudem wykorzystała słabość miasta w zakresie nadzoru inwestycji po to, żeby ją sztucznie wydłużać i zwiększać koszty. Każde pismo kierowane do urzędu miało według mnie tylko jeden cel. Zwiększenie zakresu robót dodatkowych, wydłużenie czasu i kolejne aneksy – mówił przed sądem Maciej Kupaj prezydent Legnicy.
Prezydent podkreślał, że po objęciu stanowiska zmienił sposób nadzorowania inwestycji. Jak mówił, zwiększono liczbę narad budowy, a pracownicy urzędu codziennie dokumentowali plac budowy zdjęciami.
Na budowie było po kilkanaście osób. Zmieniliśmy całkowicie monitoring inwestycji. Miasto przekazało do sądu tysiące zdjęć dokumentujących przebieg prac. Spotkałem się też z prezesem firmy i prosiłem o zwiększenie zaangażowania ludzi na budowie. Usłyszałem wtedy, że rzeczywiście to zaangażowanie jest znikome i zostanie zwiększone – mówił prezydent.
Maciej Kupaj poszedł jeszcze dalej i zasugerował, że podobny schemat miał pojawiać się również przy innych inwestycjach.
Mam wrażenie, że firmy miały po prostu zbyt dużo zleceń i dlatego postępowały w ten sposób. Z rozmów z innymi samorządowcami wiem, że to nie jest jedyny taki przypadek. Moim zdaniem to regularna praktyka polegająca na wydłużaniu umów i zwiększaniu kosztów dodatkowych. Większość gmin jest po prostu za słaba, żeby prowadzić spór z tak dużą firmą dysponującą ogromnym zapleczem prawników i inżynierów – stwierdził prezydent Legnicy.
Prezydent mówił też o ponad 100 usterkach, które miały zostać wpisane do protokołów odbiorowych.
To nie było tak, że miasto dostało gotową inwestycję. W protokołach było ponad 100 usterek. Do dziś mamy uwagi choćby do terenów zielonych. Zamiast normalnej ziemi i trawy są gruz i chwasty – mówił.

Zupełnie inaczej sytuację przedstawiał wiceprezes Kobylarni Michał Niemyt.
Według wykonawcy problemem były przede wszystkim błędy projektowe, niezinwentaryzowane sieci podziemne oraz przeciągające się decyzje po stronie miasta.
To była inwestycja realizowana w formule „buduj”, a więc za dokumentację odpowiadał zamawiający. My nie byliśmy autorami projektu. Wszystkie błędy projektowe, kolizje i niezgodności zgłaszaliśmy miastu. Początkowo współpraca działała normalnie, ale później całkowicie zmieniono podejście. Mam wrażenie, że w trakcie meczu zmieniono zasady gry. Procedowanie spraw, które wcześniej trwało dni, zaczęło zajmować miesiące albo nawet lata – mówił prezes Michał Niemyt.
Podczas rozprawy wykonawca bardzo dużo mówił o problemach, które miały pojawić się już po rozpoczęciu prac. Prezes Kobylarni twierdził, że na budowie odkryto ogromne ilości odpadów i skażony teren.
Na samym początku natrafiliśmy na około 45 tysięcy ton śmieci. To było około 1800 ciężarówek odpadów, które trzeba było przebadać i wywieźć z miasta. Później pojawił się problem remediacji (oczyszczenia red.)skażonego terenu, który trwał ponad 460 dni. Dzisiaj widzimy, że mieliśmy rację, bo deweloper odkopał tam dwa ogromne radzieckie zbiorniki z ropą. Mam nadzieję, że miasto nie doprowadziło do katastrofy ekologicznej, bo z tych zbiorników wyciekały substancje ropopochodne – mówił Michał Niemyt.
Wiceprezes Kobylarni przekonywał też, że wykonawca próbował organizować regularne spotkania robocze, ale miasto miało je odwoływać.
Umawialiśmy się na kolejne spotkania, chcieliśmy rozwiązywać problemy na bieżąco, ale spotkania były odwoływane. Miasto nie przekazywało dokumentacji i unikało współpracy. My mimo wszystko prowadziliśmy roboty dalej, bo inwestycję trzeba było skończyć. Nie chodziło o przeciąganie prac. Każdy dodatkowy dzień budowy to dla nas koszty – podkreślił prezes spółki.
Wiceprezes Kobylarni zasugerował też, że spór ma przede wszystkim charakter polityczny, medialny i wizerunkowy.
W moim odczuciu to bardziej spór medialny niż techniczny. Od pewnego momentu chodziło już nie o rozwiązanie problemów, ale o to, żeby wykonawca dostał karę i żeby można było publicznie powiedzieć, że został ukarany. Tymczasem my wielokrotnie wykonywaliśmy dodatkowe prace, dokładaliśmy ludzi i sprzęt, a części kosztów nawet nie zgłaszaliśmy do miasta – dowodził Michał Niemyt.
Na razie strony dostały czas do 22 czerwca na próbę porozumienia. Jeśli do ugody nie dojdzie, sąd ma powołać biegłych i kontynuować wielomiesięczny proces dotyczący jednej z najgłośniejszych miejskich inwestycji ostatnich lat.
lolo16:19, 02.06.2026
Uups. Dwa lata czekać na pozew? Jak miasto przegra, odsetki i koszty procesu to będzie spora kasa. Są przecież mediacje, arbitraż - każdy duży gracz biznesowy bierze to pod uwagę, w ramach minimalizacji strat. Zapowiada się nam legnicki proces stulecia...
....17:20, 02.06.2026
Nareszcie mamy prezydenta, który walczy o jak najniższe koszty dla mieszkańców. Brawo. Tak trzymać.
Ciekaw 17:33, 02.06.2026
Urząd pracuje na pół gwizdka od zmiany zarządzającego wszystko jest opiniowane przez prawników co bardzo wydłuża czas. Decyzję są wydawane po miesiącach a wydawało się inwestorom że czekać na decyzję kilka tygodni to było długo teraz to kilka miesięcy. Urzędnicy mają związane ręce bo albo dokumenty sa u prawników albo leżą do podpisania u PO prezydenta. To dopiero się zacznie kiedy inwestorzy wejdą z przytupem na sale sądowe przeciwko miastu a zapłacą legniczanie jak za wszystko.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz