Przyjaciele Mateusza pokazali, co znaczy być razem w trudnych chwilach (Wojciech Obremski lca.pl)

Za organizacją wydarzenia stanęli przede wszystkim przyjaciele Mateusza. To oni postanowili pokazać, że w trudnych chwilach można liczyć na ludzi.
Zbieramy dla Mateusza i jego rehabilitacji. To nasz kolega, motocyklista, kiedyś był w Ocelocie, był kaskaderem. Po wypadku doznał poważnego urazu kręgosłupa i teraz walczy o powrót do sprawności. Chcemy mu pomóc i dlatego wszyscy się tutaj spotkaliśmy – mówił Mateusz Piwowarski, jeden z organizatorów wydarzenia.
To właśnie ta przyjaźń była motorem całej akcji. W organizację zaangażowały się osoby ze środowiska motocyklowego, znajomi Mateusza i ludzie, którzy po prostu uznali, że nie mogą przejść obojętnie obok jego historii.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"25136"}
Parking przy Parku Miejskimi na kilka godzin zamienił się w miejsce pełne ryku silników, zabawy i rodzinnej atmosfery. Na uczestników czekały licytacje, koncerty, przejażdżki supersamochodami, pokazy motoryzacyjne oraz wiele atrakcji przygotowanych zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.
Nie zabrakło również motocykli, które były szczególnie bliskie sercu Mateusza. Chętni mogli zobaczyć wyjątkowe maszyny z bliska, porozmawiać z ich właścicielami, a nawet spróbować swoich sił w przygotowanych konkurencjach.
Choć uwagę przyciągały błyszczące auta, motocykle i liczne atrakcje, tego dnia najważniejszy był człowiek.
Mateusz Grabowiecki przez lata dostarczał ludziom emocji jako akrobata grupy Ocelot. Teraz sam potrzebuje wsparcia. Koszty rehabilitacji po urazie kręgosłupa są ogromne, a droga do odzyskania sprawności długa i wymagająca.
Właśnie dlatego na imprezę przyszli ludzie, którzy chcieli zrobić coś więcej niż tylko dobrze się bawić. Każda wylicytowana rzecz, każda przejażdżka i każda złotówka wrzucona do puszki miały jeden cel – pomóc Mateuszowi w walce o powrót do normalnego życia.
Atmosfera wydarzenia pokazała, jak wiele można osiągnąć, kiedy ludzie jednoczą się wokół wspólnej sprawy. Obok siebie stanęli motocykliści, miłośnicy motoryzacji, rodziny z dziećmi i przyjaciele Mateusza. Jedni przyszli dla atrakcji, inni dla licytacji, ale wszystkich połączył ten sam cel.
To nie był zwykły piknik. To była opowieść o przyjaźni, solidarności i ludziach, którzy nie odwracają wzroku, gdy ktoś potrzebuje pomocy. I właśnie dlatego tego dnia najgłośniej nie mówiły silniki. Najgłośniej mówiły ludzkie serca.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Donice przy Jaworzyńskiej do przeniesienia?
A mi te auta przeszkadzają zaparkowane na chodnikach zasłaniające wyjazd z posesji
Radek K.
21:41, 2026-06-13
Prezydent zabrał głos po naszym artykule
Niektórzy ludzie zostając radnym legnickim szybko posadę w WPEC dostali, a jak problem to udają, że nie mają z tą instytucją nic wspólnego. Co innego robotę komuś załatwić.
PRECZ Z UKŁADAMI ZAM
21:33, 2026-06-13
Pracownicy ZUS mówią „dość”
Pracowałem tam. Takich nierobów i roszczeniowców ze świecą szukać, w prywatnej firmie nie przeżyliby jednego tygodnia roboczego.
Józef
21:12, 2026-06-13
Prezydent zabrał głos po naszym artykule
Czy wywożenie śmieci i ustalanie stawek za wywóz to sprawa ratusza? Najlepiej niech tę sprawę odda do swądu najwyższego, znaczy giertycha, on rozstrzygnie czym się powinien zajmować fanfaron legnicki.
Daily mail
20:50, 2026-06-13