„Lubmed” staje się prywatnym folwarkiem prezesa - oświadczyli wczoraj radni z „Teraz Lubin”, krytykując rządy Ryszarda Fenca w miejskim zakładzie opieki zdrowotnej.
- Patrzy się im na ręce, to muszą podg
spółki prezydent powierzył Ryszardowi Fencowi, jednak zdaniem samorządowców z Rady Miejskiej Lubina, ten zamiast naprawiać, uprawia prywatę.
Małżeński tandem
Ryszard Fenc zatrudnił lekarza-laryngologa Barbarę Markowską-Fenc na mocy umowy o pracę. Za trzy godziny dziennie, przez cztery dni w tygodniu, lekarce przysługuje 2 tys. zł brutto i prawo do urlopu szkoleniowego.
- Nikt do tej pory takiego urlopu nie dostawał, bo spółki na to nie stać - mówi Elżbieta Palej, radna z klubu „Teraz Lubin”.
- Po co „Lubmedowi” kolejny laryngolog? - pytają samorządowcy. - Spółka nawet nie podpisała umowy na refundację świadczeń laryngologicznych, nie mówiąc o tym, że jeden laryngolog już tam pracuje na umowę-zlecenie.
Największy zarzut dotyczy jednak faktu, że żona prezesa zajmuje się również tym, co nie należy do obowiązków lekarza.
- Bierze aktywny udział w zarządzaniu firmą, przyjmuje interesantów, uczestniczy w spotkaniach, uzurpuje sobie prawo do kierowania sprawami firmy - wymieniają Elżbieta Palej i Jan Mowiński. - Co gorsza, ma też wgląd do danych osobowych pracowników!
Podobnie sytuację opisują pracownicy spółki.
- Dotarły do nas sygnały, że żona prezesa za bardzo się wtrąca - przyznała szefowa ZZ Pielęgniarek i Położnych, Małgorzata Siwoń.
Pełnomocnik w sekrecie
Jakby na potwierdzenie tych podejrzeń, Ryszard Fenc kilka dni temu wydał zarządzenie. Ustanowił w nim swego pełnomocnika ds. restrukturyzacji. Została nim… jego żona.
Barbara Markowska-Fenc będzie teraz oficjalnie zarządzać zasobami ludzkimi spółki. A ponadto prowadzić marketing, budować usługi z medycyny pracy i zajmować się całą specjalistyką.
- Przecież to są wszystko zadania zarządu, a nie punkty planu restrukturyzacji! - oburzają się radni, dodając: - No, ale skoro pan prezes równocześnie pracuje w zupełnie innym zakładzie, w ZOZ-ie w Górze, to na „Lubmed” nie ma czasu…
Małgorzata Siwoń o powołaniu pełnomocnika dowiedziała się od nas. To zdumiewające, zważywszy na fakt, że jest także członkiem rady nadzorczej spółki „Lubmed”.
- Ale o zarządzeniu nic nie wiem. Jeśli ta informacja się potwierdzi, to jako związek zawodowy najprawdopodobniej powiemy: nie - odparła. - To niedopuszczalne i niezasadne, żeby małżeństwo kierowało zakładem pracy.
- A kogo miałem zatrudnić? Do żony mam pełne zaufanie - odparł zarzuty Ryszard Fenc. - Poza tym, ona ma też pełne kwalifikacje. Jest absolwentką podyplomowych studiów zarządzania służbą zdrowia w Poznaniu.
Kłopoty prezesa
- Ja bym nawet wolał, żeby żona od rana do wieczora przyjmowała pacjentów, niż tworzyła w „Lubmedzie” medycynę pracy - dodaje Fenc. Jego zdaniem, brak usług z zakresu medycyny pracy to jedno z wielu zaniedbań poprzedniego prezesa.
- No, żeby pracownicy urzędu miejskiego nie robili u nas badań? - pyta ze zdziwieniem. Wszystkie zarzuty radnych z „Teraz Lubin” skwitował zaskakującym stwierdzeniem: - Patrzy im się na ręce, to muszą „podgrzewać” media.
Na pytanie, co oznacza owo „patrzenie”, Ryszard Fenc mówi o niekontrolowanym wycieku pieniędzy i za wysokich płacach niektórych pracowników. Nie kryje, że spodziewa się jeszcze kłopotów związanych z rozstaniem z poprzednim szefem zarządu. Dariuszowi Dębickiemu poprzedni zarząd miasta przyznał prawo do dziewięciomiesięcznego okresu wypowiedzenia.