Przed sądem zeznawali wczoraj kolejni świadkowie w procesie przedsiębiorcy spod Chojnowa, Władysława M.
Były właściciel m.in. spółki „Jumi” odpowiada za łamanie ustawy o rachunkowości, zło?
miała dwa cele: wziąć maksymalną ilość kredytów i wyprowadzic je z firmy - zeznał jeden ze świadków, dawniej palacz w ogrodniczej firmie. Zdaniem mężczyzny, część produktów wywozili i sprzedawali prywatnie sami pracownicy „Jumi”. Potwierdził zarazem, że tak produkcja, jak i zbyt towarów odbywała się normalnie, bez większych przeszkód. Dlatego pracownicy nie rozumieli, dlaczego brakowało pieniędzy na ich wynagrodzenia.
- Prezes mówił tylko, że są problemy, ale że pieniądze będą - relacjonowały w sądzie kobiety, byłe pracownice „Jumi”. Niestety, z niewiadomych przyczyn nie stawili się na wczorajszej rozprawie dwaj inni świadkowie: komornik, któremu oskarżony miał uniemożliwić zajęcie mienia, oraz były prezes spółki „Barimex” - niedoszły odbiorca kolejnego kredytu na 2 mln marek.
Dodajmy, że kredytów udzielono w lubińskim PKO BP (za co dwoje pracowników tego oddziału również postawiono w stan oskarżenia) w okresie, gdy szefował w nim Ryszard Maraszek (dziś poseł SLD).