Dziewczyny z Abu-Dhabi to niegrzeczna opowieść dla dorosłych, baśń o marzeniach, które mogą nas zaprowadzić w sam środek mrocznej pustyni. Komedia zmieszana z horrorem, farsą i musicalem. To wyprawa w nieobecne dotąd na scenie w Legnicy rejony teatru. Gra z konwencjami, ale też zjadliwa satyra na współczesny świat popkultury. Widowisko, które w obliczu wydarzeń na Bliskim Wschodzie nabiera zaskakującej aktualności. To spektakl, który rozpoczyna się jak komedia, aby krok po kroku odsłonić drugie dno i zakończyć się dramatem. To teatr, który miesza konwencje, ryzykuje, wytrąca z wygody i nie daje się zaszufladkować. Energia stand-upu spotyka się tu z liryzmem, a śmiech bywa nagle przecięty czymś, co boli – bo pod rubasznością kryje się opowieść o samotności, egoizmie i ucieczce w fatamorgany.
Abu-Dhabi nie jest reportażowym „prawdziwym miejscem”, tylko fantazją: miastem z folderów, falsyfikatem i mitem o krainie łatwego szczęścia – „raju”, w którym z czasem coraz wyraźniej widać mechanizmy zniewolenia i pustkę emocjonalną. Twórcy świadomie grają stereotypami (i tymi, którzy ich używają), doprowadzając je do absurdu, by uruchomić śmiech, a potem zapytać, co właściwie próbujemy pod nim ukryć. Przenosimy się na daleką pustynię, do świata szejków, innej kultury, ale wciąż pozostajemy w Polsce. Bo to historia o nas, o naszych pragnieniach, iluzjach.
Dziewczyny z Abu-Dhabi to propozycja dla widzów, którzy lubią, gdy teatr jest nieoczywisty i bezpiecznie-niebezpieczny: najpierw kusi rozrywką, potem przestawia myślenie, a na koniec zostawia z pytaniami o to, czym dziś zastępujemy miłość, jak opowiadamy sobie własne ciało i dlaczego nawet najlepiej wymyślone raje potrafią zamienić się w piekło.