Pielęgniarki z legnickiego Caritasu dostały propozycję nie do odrzucenia.
– Jeżeli chcecie pracować, to musicie zgodzić się na obniżenie pensji o sto złotych – opowiada jedna z pielęgniarek. – Kiero
Przystąpiliśmy do pracy z dużymi nadziejami.
Źle się dzieje
Według naszych rozmówczyń pielęgniarki zarabiają miesięcznie na rękę 700–900 zł. Pensje dostają regularnie. – W porównaniu z pracownikami szpitala, którzy miesiącami czekają na wypłaty, nasza sytuacja jest w miarę przyzwoita – dodaje pielęgniarka. – Ale również i w Caritasie zaczyna się źle dziać.
Kobiety narzekają, że kierowniczka wydaje im polecenia służbowe, które ni jak się mają do ich obowiązków. Żąda na przykład, by piekły w domach ciasta na festyny kościelne.
- Z własnych pieniędzy musimy kupować produkty – złości się nasza rozmówczyni. – Nikt nam nie płaci za pracę podczas tych imprez.
- W szpitalu działają silne związki zawodowe – wyjaśnia pielęgniarka. – Nas nie ma kto bronić. Dyrektor powiedział wprost, że nie chce w Caritasie żadnych związków.
Pielęgniarka dodaje, że nie mogą się nigdzie poskarżyć. - Kierowniczka mówi nam, że jeżeli napiszemy jakieś pismo, to ksiądz zamknie naszą stację – mówi rozżalona pielęgniarka.
Kolejna sprawa, która bulwersuje pracowników, to problemy z otrzymaniem odzieży ochronnej. – Nie dostajemy butów, ani ubrań – wyjaśnia. – Próbowaliśmy upomnieć się o 203 zł, które wywalczyła podczas strajków służba zdrowia, ale gdy dyrektor o tym usłyszał, wpadł w szał.
Kilka pozwów wpłynęło jednak do sądu. – O pieniądze te upomniały się kobiety, które odeszły z pracy w legnickim Caritasie.
Milczenie dyrektora
- Dyrektor tłumaczył, że sytuacja finansowa naszej stacji jest bardzo zła – wyjaśnia pielęgniarka. – Nie możemy dowiedzieć się, ile pieniędzy dostajemy na naszą działalność.
Pod koniec minionego roku kierownictwo Caritasu przekonywało pracowników, że firma przynosi niewielkie zyski. – Teraz słyszymy, że być może polepszy się w roku następnym – dorzuca pielęgniarka.
- Próbowaliście protestować?
- Bunt byłby najlepszym rozwiązaniem – wyjaśnia pielęgniarka. – Ale my się boimy.
Z dyrektorem legnickiej stacji Caritasu, ks. Czesławem Włodarczykiem kilkakrotnie próbowaliśmy umówić się na rozmowę. Wreszcie dyrektor skierował nas do kierowniczki stacji, która z kolei... poszła na urlop.
Nieco bardziej rozmowny był ks. Józef Lisowski, kanclerz legnickiej kurii biskupiej, który nadzoruje działalność Caritasu. Według niego, obniżenie zarobków pielęgniarek wiąże się z nienajlepszą sytuacją finansową firmy.
- Podobnie, jak legnickie szpitale i przychodnie, nam również ograniczono dotacje wynikające z kontraktów, które narzuciła nam kasa chorych – tłumaczy Józef Lisowski.
Ksiądz nie krył rozgoryczenia. Nie spodobało mu się, że pielęgniarki przyszły do nas na skargę. Jego zdaniem i tak mają dużo lepiej od swych koleżanek ze szpitala.
- U nas przynajmniej nie muszą czekać miesiącami na zaległe wypłaty. Ponadto korzystają z naszej pomocy socjalnej. Ich dzieci zawsze mogą liczyć na paczki czy wyjazdy kolonijne. Ale o tym nikt już nie pamięta – mówi rozgoryczony ks. Józef Lisowski.
Kanclerz legnickiej kurii biskupiej przyznał ponadto, że coraz częściej zastanawia się nad sensem utrzymania w Caritasie etatów pielęgniarskich. Zbyt niskie kontrakty, przyznane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, stawiają pod znakiem zapytania rentowność całego przedsięwzięcia. Gdyby Caritas zdecydował się zrezygnować ze świadczenia usług pielęgniarskich, pracę mogą stracić nie tylko pielęgniarki z Legnicy, ale także jeszcze z innych trzech dolnośląskich miast.