Rozlewisko między Rzeszotarami a Legnicą nie będzie utrzymywane i nie doczeka się żadnej ochrony. Tak wynika z odpowiedzi na interpelację radnej Joanny Śliwińskiej-Łokaj, pod którą podpisał się zastępca prezydenta Legnicy Jacek Baszczyk. Z dokumentu jasno wynika, że miasto nie planuje działań, które mogłyby zatrzymać wodę w tym miejscu, a tym samym utrzymać powstałe tam siedlisko ptactwa wodnego.
::news{"type":"see-also","item":"126837"}
Opisywaliśmy sytuację z niszczoną tamą i odpływającą wodą, która decyduje o tym, czy rozlewisko w ogóle istnieje. To właśnie od niej zależy utrzymanie poziomu wody, a co za tym idzie obecność ptactwa wodnego. Mieszkańcy sami próbowali odbudowywać tamę, ale bez trwałych zabezpieczeń woda szybko odpływa, a teren w krótkim czasie traci swój charakter. W praktyce oznacza to prostą zależność, jeśli wody nie ma, nie ma też siedliska, które zdążyło się tam pojawić.
W interpelacji radna Joanna Śliwińska-Łokaj pytała wprost o możliwość objęcia tego miejsca ochroną oraz o działania, które mogłyby zabezpieczyć rozlewisko i ustabilizować sytuację w terenie. Odpowiedź miasta nie pozostawia jednak wątpliwości, że taki scenariusz nie będzie realizowany. W odpowiedzi czytamy, że „podjęto decyzję o odstąpieniu od ustanowienia ochrony ze względu na zagrożenie powodziowe i techniczne”.
Ten zapis zamyka temat formalnej ochrony, ale w odpowiedzi pojawia się też drugi, równie istotny wątek. Miasto wprost wskazuje, że nie będzie podejmować działań, które mogłyby realnie wpłynąć na poziom wody w tym miejscu i utrzymać rozlewisko w obecnej formie, „nie planuje się podejmowania doraźnych działań w zakresie ochrony tam bobrowych ani montażu urządzeń hydrotechnicznych”.
To właśnie takie rozwiązania mogłyby zatrzymać wodę i ustabilizować sytuację w terenie. Skoro ich nie będzie, rozlewisko pozostaje bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, a jego dalsze funkcjonowanie zależy wyłącznie od tego, czy woda się w nim utrzyma. Miasto tłumaczy tę decyzję względami bezpieczeństwa, wskazując na zagrożenie powodziowe, konieczność utrzymania drożności terenu zalewowego oraz wpływ wody na infrastrukturę, w tym nasyp kolejowy.

Miasto „nie planuje się wdrażania działań zabezpieczających ani ochronnych w bieżącym sezonie lęgowym ani w terminach późniejszych”. To oznacza, że nie będzie żadnych wyjątków ani prób tymczasowego utrzymania wody choćby na czas lęgów. Decyzja obejmuje zarówno teraz, jak i przyszłość tego miejsca. Miasto odnosi się także do niszczenia tam i przyznaje, że „Urząd Miasta nie posiada informacji o tożsamości osób dokonujących zniszczeń tam bobrowych”.
W praktyce oznacza to brak ustaleń co do sprawców i brak działań, które miałyby tę sytuację zmienić. Jako jedyne konkretne działanie wskazano zwiększenie nadzoru nad tym terenem, bowiem „zostanie zlecone Straży Miejskiej włączenie obszaru rozlewiska do harmonogramu regularnych patroli”.
Patrole mają reagować na ewentualne zniszczenia i je dokumentować, ale nie zmienia to najważniejszego elementu całej sprawy. Rozlewisko nie będzie utrzymywane, nie będzie zabezpieczane i nie będzie objęte ochroną, a bez działań, które zatrzymałyby wodę, jego dalsze funkcjonowanie pozostaje w praktyce przesądzone.
Brawo!08:22, 04.05.2026
Osuszyć i oddać deweloperowi! Niech postawi kurniki z suporexu!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz