
Przez lata był pilnowany przez ochronę. Później, gdy zabrakło pieniędzy na zabezpieczenie terenu, dawny szpital po JAR stał się otwartym celem dla eksploratorów, złomiarzy, ciekawskich i wszystkich tych, których przyciągają opuszczone miejsca. W ostatnim czasie przy obiekcie znowu zaczęło się jednak coś dziać. Pojawiły się nowe oznaczenia, tabliczki i monitoring.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy to tylko próba zabezpieczenia ruin, czy początek większego porządkowania sprawy, która od trzech dekad ciągnie się za Legnicą. Z informacji przekazanych naszej redakcji przez legnicki Ratusz wynika, że 51 procent udziałów w nieruchomości należy do m.st. Warszawy.
Pozostałe 49 procent nadal pozostaje w rękach Zabużan bądź ich spadkobierców. Znaczna część tej puli ma być związana z Wyższą Szkołą Menedżerską w Legnicy, pozostającą w likwidacji. Uczelnia była związana z nieżyjącym już Wacławem Demeckim. Udziałami mogą więc zarządzać osoby związane z likwidacją szkoły albo spadkobiercy.
Z informacji przekazanych przez Ratusz wynika jednak, że najprawdopodobniej wszyscy właściciele zostali już ustaleni i odnalezieni. To może być pierwszy realny krok do uporządkowania sytuacji. Bez tego nie da się skutecznie rozmawiać ani o sprzedaży, ani o przejęciu, ani o sądowym rozwiązaniu współwłasności.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"25436"}
Dawny szpital po poJARowski to jeden z najbardziej rozpoznawalnych opuszczonych obiektów w Legnicy. Powstał przed wojną jako nowoczesny kompleks szpitalny. Po 1945 roku przejęli go Rosjanie, a po ich wyjściu z Legnicy w 1993 roku obiekt został zwrócony stronie polskiej.
Od tego czasu nie udało się nadać mu nowej funkcji.
Przez lata teren miał wszystko, co mogło zainteresować inwestorów: dużą powierzchnię, położenie w zieleni, zwartą zabudowę i historię, która przyciągała uwagę. Jednocześnie miał też wszystko, co inwestorów odstraszało: skomplikowaną własność, zniszczone budynki, koszty zabezpieczenia, ryzyko techniczne i brak jasnego partnera do rozmów.
Właścicieli było wielu, a każdy z nich miał tylko część udziałów. W takiej sytuacji trudno sprzedać całość, trudno podjąć decyzję o rozbiórce, trudno rozpocząć inwestycję i trudno wyegzekwować utrzymanie terenu. Efekt widać na miejscu. Budynki są w coraz gorszym stanie, część została poważnie zdewastowana, a obiekt od dawna funkcjonuje bardziej jako miejska legenda niż nieruchomość z realną przyszłością.
Nowe tabliczki i kamery mogą oznaczać próbę odzyskania kontroli nad terenem. Nie przesądzają jednak jeszcze, że przy dawnym szpitalu szybko pojawią się koparki albo inwestor. Najpierw trzeba domknąć sprawy formalne.
Samo posiadanie 51 procent udziałów nie oznacza, że Warszawa może po prostu sprzedać cały kompleks albo dowolnie nim rozporządzać. To nadal współwłasność. Większość udziałów ma znaczenie przy części bieżących decyzji, ale przy tak dużej nieruchomości potrzebne może być porozumienie współwłaścicieli albo rozstrzygnięcie sądu.
W praktyce jednym z możliwych scenariuszy jest zniesienie współwłasności. Sąd może wtedy zdecydować o sposobie uporządkowania sprawy, na przykład przez przyznanie nieruchomości jednemu podmiotowi ze spłatą pozostałych albo przez sprzedaż i podział pieniędzy. Przy takim kompleksie fizyczny podział terenu i budynków byłby trudny, dlatego realnie najważniejsze będzie ustalenie, kto ma zostać gospodarzem całości.
Dopiero później otworzyłaby się droga dla Legnicy. Jeśli m.st. Warszawa uporządkuje sytuację albo przejmie pełną kontrolę nad nieruchomością, Gmina Legnica może starać się o przejęcie terenu od stolicy. Mogłoby się to odbyć poprzez sprzedaż, porozumienie między samorządami albo inną formę przekazania mienia. Na razie to jednak scenariusz, nie decyzja.
Dla miasta byłaby to jednak nieruchomość trudna. Przejęcie dawnego szpitala oznaczałoby nie tylko szansę na odzyskanie dużego terenu, ale też odpowiedzialność za jego zabezpieczenie, ewentualne rozbiórki i dalsze decyzje planistyczne. To nie jest działka, którą można łatwo wprowadzić do obrotu. Każdy kolejny krok oznaczałby koszty, ekspertyzy techniczne i wybór między ratowaniem części zabudowy a uporządkowaniem terenu od podstaw.

Kilka lat temu był już moment, gdy wydawało się, że dawny szpital dostanie drugie życie. Jak przekazał nam Grzegorz Koczubaj z legnickiego Ratusza, kilka lat temu sprawa była bliska uporządkowania. Przedsiębiorca z Niemiec chciał kupić teren wraz z budynkami, które były wtedy jeszcze w znacznie lepszym stanie.
Plan zakładał stworzenie w Lasku Złotoryjskim obiektu w rodzaju ekskluzywnego pensjonatu dla osób starszych. Pomysł wpisywał się w charakter miejsca, bo dawny szpital leży na dużym, zielonym terenie, oddalonym od zwartej zabudowy, ale nadal w granicach miasta. Do podpisania umowy miało zabraknąć dwóch dni. Mężczyzna zmarł, a cała sprawa upadła.
Dziś powrót do podobnego scenariusza byłby znacznie trudniejszy. Budynki są bardziej zniszczone, koszty zabezpieczenia i remontu wzrosły, a w części obiektów konieczna mogłaby być rozbiórka. Teren nadal ma potencjał, ale jest to potencjał obciążony bardzo dużym ryzykiem.
Dlatego pojawienie się monitoringu i nowych tabliczek jest istotne. Nie musi oznaczać startu inwestycji, ale może świadczyć o tym, że po latach bezwładu ktoś zaczyna formalnie zabezpieczać teren. W przypadku dawnego szpitala po JAR to już dużo, bo przez lata największym problemem nie był brak pomysłów, lecz brak jednego gospodarza, który mógłby wziąć odpowiedzialność za cały kompleks.
Teraz kluczowe pytanie brzmi, co zrobi Warszawa jako większościowy udziałowiec i czy Legnica będzie chciała wejść do rozmów o przejęciu terenu. Bez tego dawny szpital pozostanie tym, czym był przez ostatnie lata: ogromną ruiną w środku zieleni, niebezpieczną atrakcją dla ciekawskich i symbolem sprawy, której nikt nie potrafił doprowadzić do końca.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Odrowska chce programu zazieleniania miasta
Jakie miasto - taki plac. Plac szubienic.
Dno i wodorosty
07:55, 2026-07-05
Odrowska chce programu zazieleniania miasta
Taniej utrzymać. Od tajemnica od lat magistratu ratuszowego.
Beton
07:01, 2026-07-05
Odrowska chce programu zazieleniania miasta
Oczywiście, że każdy normalny chce więcej zieleni. Przypominam razem z byłym prezydentem byli radni pis. Radna powinna jednak wylądować i wrócić do rzeczywistości a nie rzucać populistyczne teksty. Intelektualnie ten sam poziom jak radna złoży interpelacje aby doba miała 25 godzin a tydzień 8 dni. Niech wskaże skąd wziąć środki komu zabrać ? Może najpierw wskazać tych co betonowali ?
mariolka
06:08, 2026-07-05
Nieudany rodzinny wypad po przewody
Przecież ten przewód ze zdjęcia na złomie warty jest grosze, niezłym trzeba być idiotą żeby takie coś kraść
Lc
01:46, 2026-07-05