To fajne miejsce do życia i grania w piłkę, choć poziom jest faktycznie niższy niż w Polsce - mówi Marcin Garuch, który ma za sobą pierwszą rundę w czarnogórskiej ekstraklasie.

- Nie żałuję. Mam 27 lat, a to wiek w którym szkoda czasu na siedzenie na ławce i zaliczanie ogonów. Dla mnie priorytetem jest regularna gra, zawsze to podkreślałem. Tam jestem zawodnikiem podstawowego składu. Jestem zadowolony. Czarnogóra to fajne miejsce do życia i grania w piłkę, choć poziom jest faktycznie niższy niż w Polsce.
No właśnie. Jaki jest poziom tamtejszej ekstraklasy? Taki, jak polskiej 1. ligi?
- Czołowe zespoły takie, jak Buducnost czy Mladost Podgorica poradziłyby sobie w niej. Gra się tam bardziej fizycznie niż w Polsce. Dużo jest walki i gry z kontry. Osobiście przypomina mi to trochę styl naszej dawnej 2. ligi. Rozgrywki są ciekawe, bo bardzo wyrównane. Po rundzie jesiennej w tabeli panuje straszny ścisk.
Twój Grbalj Radanovici zajmuje w niej dopiero ósme miejsce na dwanaście drużyn. Mieliście grać o europejskiej puchary, a tymczasem trzeba się oglądać za plecy.
- Faktycznie, ambicje władz klubu sięgają czołówki tabeli. Ósme miejsce jest znacznie poniżej oczekiwań, ale strata do czołówki jest mała. Wiosną chcemy ją odrobić. Zdecydowanie lepiej nam idzie w Pucharze Czarnogóry. Wyeliminowaliśmy dwóch potentatów ze stolicy - wspomniane Buducnost i Mladost i jesteśmy już w półfinale. Chcemy zdobyć puchar, który da nam przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.
Dwa gole - jeden w lidze, jeden w pucharze i pięć asyst. Taki jest twój czarnogórski bilans. Zadowalający?
- Jak na pierwszą rundę w nowym otoczeniu to chyba jest nie najgorszy. Ale mógłby być na pewno lepszy. Najważniejsze jest, że zaakceptowali mnie koledzy z drużyny i kibice. Czuję się w Grbalj bardzo dobrze. Mimo że jestem jedynym piłkarzem spoza Bałkanów, traktują mnie tam jak swojaka.
A bariera językowa?
- Po miesiącu byłem w stanie się dogadać. Język czarnogórski nie jest trudny. Choć więcej rozumiem, niż potrafię powiedzieć.
W Polsce już dawno rywale przestali cię lekceważyć z racji niskiego wzrostu. W Czarnogórze też musiałeś ośmieszyć kilku defensorów, żeby zmazać uśmieszki z twarzy?
- Właśnie nie! Trochę o mnie słyszeli, jak przychodziłem do Grbalj. Jestem jedynym Polakiem w lidze, a ze względu na markę, jaką się ostatnio cieszymy w Europie, wszyscy na mnie się tu spinają.
Jesteś już ulubieńcem kibiców Grbalj?
- Powiem tak. Na pewno zdobyłem ich zaufanie.
W marcu do Podgoricy przyjedzie reprezentacja Adama Nawałki. Będziesz przeżywał chyba trudne chwile.
- Na razie o tym meczu mówi się niewiele. W marcu atmosfera na pewno jednak zrobi się gorąca. Jestem gotowy na docinki w szatni i nie mam zamiaru dać się kolegom. Liczę, że uda mi się obejrzeć zwycięstwo naszej reprezentacji na żywo na stadionie, który doskonale już znam.
Cały zimowy urlop spędzasz w rodzinnym Tyńcu Legnickim?
- Tak. To czas świąteczny. Odpoczywam w rodzinnym gronie. Była też okazja wpaść na trening Miedzi zobaczyć kolegów. Żeby się nie zastać zagrałem w kilku meczach Legnickiej Ligi Halowej. 7 stycznia muszę zameldować się w Czarnogórze, bo zaczynamy przygotowania.
Umowę z Grbalj masz do czerwca. Co dalej? Zostajesz w Czarnogórze?
- Trudno dziś powiedzieć. Na razie koncentruję się na rundzie wiosennej, awansie w tabeli i zdobyciu pucharu.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz