Powrót do filmu Juliusza Machulskiego „Kiler” (1997) po latach okazuje się zaskakująco niekomfortowy. To, co w momencie premiery było przede wszystkim sprawną komedią pomyłek, dziś coraz wyraźniej odsłania się jako trafna diagnoza mechanizmów władzy, medialnej narracji i społecznej podatności na iluzję. Śmiech zostaje, ale przestaje być niewinny.
Jerzy „Kiler” Kiler jest zwykłym warszawskim taksówkarzem. Przez splot przypadków i cudzych interesów zostaje uznany za legendarnego płatnego zabójcę. Media, świat przestępczy i polityczne zaplecze czynią z niego postać niemal mityczną — groźną, skuteczną, wszechmocną. Problem polega na tym, że Kiler nie potrafi nawet użyć broni, nie ma żadnych kompetencji i kompletnie nie rozumie reguł gry, w której nagle przyszło mu uczestniczyć. Jego pozycja opiera się wyłącznie na strachu, narracji i zbiorowym złudzeniu.
Machulski opowiada tę historię lekko i dynamicznie. Cezary Pazura i Małgorzata Kożuchowska tworzą duet, który do dziś działa komediowo. Jednak pod warstwą humoru kryje się opowieść znacznie mroczniejsza, niż mogłoby się wydawać.
„Kiler” nie jest wyłącznie niewinną farsą. To film o tym, jak łatwo system — medialny, polityczny i społeczny — potrafi uwierzyć w fikcję, o ile ta jest wygodna i nikomu na górze nie przeszkadza. Czasem wystarcza przypadek, by wynieść „nikogo” na pozycję władzy — pod warunkiem, że system uzna go za użytecznego. Narracja skutecznie zastępuje realne umiejętności.
Legenda Kilera trwa tak długo, jak długo nikt nie próbuje sprawdzić faktów. Jego kariera kończy się w momencie, gdy prawda zaczyna przebijać się na powierzchnię: rzekomy zabójca nie potrafi strzelać. Wtedy legenda pęka, a wraz z nią poczucie bezpieczeństwa tych, którzy na niej zbudowali własne interesy. Machulski pokazuje w ten sposób, jak krucha jest konstrukcja oparta wyłącznie na opowieści — i jak niebezpieczna, gdy zaczyna się rozpadać.
[WIDEO]21129[/WIDEO]
Skojarzenie z „Taksówkarzem” Martina Scorsesego jest naturalne. W obu filmach anonimowy taksówkarz zostaje gwałtownie wyniesiony do roli większej niż on sam, a nocne miasto oglądane z perspektywy kabiny samochodu staje się przestrzenią alienacji i projekcji cudzych lęków. U Scorsesego Travis Bickle jest samotnym obserwatorem, którego frustracja i narastająca agresja prowadzą do przemocy. Media czynią z niego bohatera dopiero po fakcie, nadając sens aktom, które same w sobie są chaotyczne i destrukcyjne.
Machulski idzie inną drogą, ale świadomie dialoguje z klasyką. W jednej z najbardziej pamiętnych scen „Kilera” Jerzy Kiler stoi przed lustrem i wypowiada kultowe „You talkin’ to me?”, naśladując Travisa Bickle’a. To krótkie, humorystyczne odniesienie działa jak filmowy komentarz do mitu twardziela z amerykańskiego kina, jednocześnie rozbrajając jego groźny wydźwięk w polskim kontekście kulturowym.
Travis Bickle staje się legendą, bo strzela. Jerzy Kiler staje się legendą, bo wszyscy chcą, żeby nią był. To kluczowa różnica między tymi filmami i jednocześnie najbardziej niepokojąca konkluzja „Kilera”. U Machulskiego przemoc w ogóle nie jest potrzebna. Legenda rodzi się z samej narracji, zanim cokolwiek realnie się wydarzy.
Współczesność produkuje takich „kilerków” taśmowo. To ludzie wyniesieni przez przypadek, manipulację lub polityczne układy — często wydrążeni w środku, za to idealnie posłuszni i głodni świecznika. Braki wiedzy, odpowiedzialności czy moralne niedostatki przestają mieć znaczenie, jeśli za plecami stoją pieniądze, sieć wpływów albo kompromitujące haki trzymające wszystkich w ryzach.
W tym świecie nie liczy się, kim jesteś, lecz komu zawdzięczasz stołek i jak długo potrafisz grać przypisaną rolę. Machulski pokazuje ten mechanizm w krzywym zwierciadle komedii, ale rzeczywistość szybko dopisała do niej własny, znacznie mniej zabawny ciąg dalszy.
W tym miejscu „Kiler” przestaje być śmieszny. Współczesny „kiler” coraz częściej przypomina małpę z brzytwą — figuranta sterowanego z tylnego siedzenia, wydmuszkę karmioną ego, strachem i oklaskami własnej bańki. Taka postać nie rozumie konsekwencji własnych decyzji. Skutki tych decyzji uderzają w całe społeczeństwo, które władzy potrzebne jest głównie w czasie wyborów.
Kiedy narracja zaczyna się sypać, nikt już nie zapanuje nad tym, w którą stronę poleci brzytwa.
Media coraz częściej opowiadają nam bajki. Taksówkarz ma być kilerem, kiler zbawcą albo straszakiem — zależnie od potrzeby dnia. Każdy, kto próbuje zapytać o fakty i kompetencje, zostaje uznany za wichrzyciela. Bajka ma jeden cel: uwierzyć w rolę i nie zadawać zbędnych pytań.
Problem polega na tym, że kiedy narracja się rozpada, rzeczywistość wraca z impetem. I wtedy okazuje się, że za sterami siedzi ktoś, kto nie ma pojęcia, co robi.
„Kiler” kończy się farsą. Rzeczywistość — już niekoniecznie. Ktoś bardzo skutecznie nauczył nas, jak napuszczać jednych na drugich. Tak skutecznie, że coraz częściej robimy to sami, bez żadnego Kilera w tle. Legenda nie potrzebuje już bohatera — wystarczy dobrze opowiedziana historia i zbiorowa zgoda na jej niekwestionowanie.
Machulski pokazał ten mechanizm w formie komedii. Bardzo dobrej komedii, do której obejrzenia warto wrócić. Jednak z dzisiejszej perspektywy coraz trudniej potraktować to wyłącznie jako świetny żart.
faza 22:05, 28.01.2026
w lca.pl chyba jakiś ostry świerzap zapodają
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Przetarg na schronisko. LPGK bez konkurencji
gajcie tej firmie 1 miliard złotówek a za rok upomni się o 2 miliardy
biedne pieski i kotk
22:57, 2026-01-28
Kiler – figurant, w którego chcesz uwierzyć
w lca.pl chyba jakiś ostry świerzap zapodają
faza
22:05, 2026-01-28
Recydywiści napadli na 15-latka. Są na wolności
Pewnie c.w.e.l dlatego od razu nie poszedł znów siedzieć!!!!!!
Benzen
21:01, 2026-01-28
„Prędkość” na drogach regionu. Nie jest dobrze
Jak wracam z pracy i jadę 60 na Piłsudskiego to jestem jak zawalidroga wszyscy mnie wyprzedzają Nie jeden leci 100 Za małe mandaty
Wolny
20:06, 2026-01-28