Mam wrażenie, że spora część społeczeństwa wciąż wierzy w obraz osoby „dobrze wychowanej” jako tej, która zawsze ustępuje i nie sprawia kłopotów. Jest miła, uśmiechnięta, ugodowa i bezproblemowa. Nie robi zamieszania, nie odmawia, nie psuje atmosfery. Jednak bycie „grzeczną” za wszelką cenę to błąd. Jeśli w imię dobrych manier pozwalamy innym przesuwać nasze granice, łatwo o frustrację, a czasem nawet poczucie, że ktoś nas po prostu wykorzystuje. Tymczasem kultura osobista nie polega na cierpieniu w milczeniu, tylko na tym, że potrafimy powiedzieć „nie” tak, by nie atakować rozmówcy, ale jasno zakomunikować, gdzie kończy się nasz komfort.