Wielkanoc to jeden z tych momentów, kiedy spotykamy się przy stole w większym gronie niż zazwyczaj. Jest wspólne jedzenie, rozmowy, życzenia. Niby wszystko dobrze znane, a jednak co roku pojawiają się drobne sytuacje, które potrafią tę świąteczną atmosferę delikatnie - albo i bardziej spektakularnie - zepsuć. A wszystko dlatego, że przy stole, oprócz żurku i mazurka, spotykają się też nasze nawyki i cechy charakteru. I czasem to właśnie one, nie złe intencje, robią największy bałagan.
Zacznijmy od klasyki, której trudno uniknąć - tradycji starszej niż świat: namawiania do jedzenia. „No spróbuj jeszcze kawałek", „tak mało jesz?", „dla mnie nie zjesz?" - brzmi znajomo? W naszej kulturze to wyraz troski. Problem pojawia się wtedy, gdy troska zaczyna przypominać nacisk. Gość przestaje czuć się swobodnie, a zaczyna się zastanawiać, jak odmówić, żeby nikogo nie urazić - i tak naprawdę szansa, że jakaś ciocia albo babcia poczuje się urażona odmową, jest całkiem spora. Dobra gościnność kończy się tam, gdzie zaczyna się presja.
Wielkanocny stół bywa też miejscem rozmów, które z założenia mają być miłe. Tyle, że czasem skręcają w stronę tematów bardzo osobistych. „A co u ciebie w pracy?" brzmi niewinnie, ale zadane komuś, kto właśnie zmienił pracę, stracił ją albo od miesięcy jej szuka, może sprawić, że ta osoba poczuje się jak na przesłuchaniu, a nie przy rodzinnym stole. Troska to piękna rzecz. Tylko że nie każde pytanie, które płynie z troski, trafia w dobry moment. I nie każda osoba przy stole ma ochotę zdawać relację ze swojego życia akurat w Wielkanocną niedzielę.
Jest jeszcze jeden element, który coraz częściej pojawia się przy świątecznym stole i skutecznie może zepsuć atmosferę. Nasz często nieodłączny towarzysz - telefon. Leży obok talerza, co chwilę rozświetla się powiadomieniem, przyciąga wzrok, przerywa rozmowę. I wysyła sygnał zgromadzonym przy stole: coś tam, po drugiej stronie ekranu, jest w tej chwili ważniejsze niż Ci, którzy są obok nas. Nagle okazuje się, że jesteśmy trochę tu, a trochę gdzie indziej. A przecież święta to jeden z niewielu momentów, kiedy naprawdę możemy być razem. Bez pośpiechu i bez konieczności „ogarnięcia jeszcze jednej rzeczy”. Dlatego życzmy sobie w tym roku przede wszystkim świąt z ekranem skierowanym w dół, a uwagą skierowaną na bliskich obok.
Wesołego Alleluja!
Ten artykuł powstał w ramach cotygodniowego cyklu o dobrych manierach - takich, które nie krępują, ale ułatwiają życie.
Jeśli szukacie więcej takich praktycznych podpowiedzi - zaglądajcie na stronę Etykieta na luzie na Facebooku i LinkedIn. Porozmawiajmy o dobrych manierach z klasą i poczuciem humoru. Nie po to, żeby prawić morały, ale żeby żyło się po prostu lepiej.
Etykieta to nie zestaw sztywnych reguł, tylko sztuka ułatwiania życia – sobie i innym. A wakacje to świetny czas, żeby to ćwiczyć: z uśmiechem, szacunkiem i na luzie.
2026-01-18
Etykieta na luzie: Jak podać rękę z klasą?
2026-01-11
Etykieta na luzie: człowiek z klasą wie, o co nie pytać
2026-01-04
Etykieta na luzie: Czy wypada poprawiać cudze błędy językowe?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu lca.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz